Przejdź do treści
  • październik 2020
    PonWtoŚroCzwPiąSobNie
    282930123456789101112131415161718192021222324252627282930311

Szukaj wydarzeń w CAM

Termin

Kategorie wydarzeń

Znaleziono
Biały takeż z jajecznicą. Po lewej stronie napis Smaki dzieciństwa.
gimnastyka
Rozrywka

Smaki dzieciństwa

06

sie

czwartek, godz. 10:00 - 11:00

Warszawa,

Centrum Aktywności Międzypokoleniowej

OrganizatorStrona organizatoraZnajdź go na:
CAM Nowolipiewww.cam.waw.plStrona organizatora w serwisie FacebookStrona organizatora w serwisie Instagram

Jajecznica

W cyklu „Smaki Dzieciństwa” chcielibyśmy przywołać czar zapachów, barw i smaków z czasów, które już minęły, a których spadkiem pozostały nasze wspomnienia i tęsknoty. Możemy się nimi dziś podzielić z innymi, sprawiając, że zarówno one, jak i historie z nimi związane nie przepadną w otchłani zapomnienia, lecz staną się inspiracją do wypróbowania w kuchni „starych” przepisów i sięgnięcia pamięcią do własnych, kulinarnych wspomnień z dzieciństwa.

Naszą serię rozpoczynamy historią, którą opowiedziała nam Pani Barbara, a która związana jest z potrawą, znaną nam wszystkim, choć w jej wspomnieniach zyskała szczególne znaczenie…

JAJECZNICA
Opowiem Wam pewną historię, związaną ze smakiem, a właściwie raczej z zapachem, który kojarzy mi się, kiedy myślę o “smakach dzieciństwa“. Wydarzenie to głęboko zapadło w moją pamięć i jest w jakiś sposób odzwierciedleniem tamtego czasu.
W szkole podstawowej miałam koleżankę Zosię. Ba, mało, że była koleżanką, była moją przyjaciółką. Siedziałyśmy w jednej ławce, a usta nam się nie zamykały od gadania.

Mieszkałyśmy w stojących naprzeciw siebie galeriowcach.
Jej blok odwrócony był galeriami w stronę podwórka, a mój ku ulicy. Oczywiście, jak to u przyjaciółek, czasu szkolnego nigdy nie wystarczało na omówienie wszystkiego, więc kontynuowałyśmy rozmowy, krzycząc przez szerokość ulicy. Ona wychylona z okna, a ja oparta o poręcz na galerii. Jak na ówczesne czasy, rodzice przyjaciółki byli bardzo dobrze sytuowani. Ojciec był wysokim urzędnikiem w jakimś ministerstwie, a matka była modystką i miała prywatny sklep z kapeluszami i drobną damską galanterią. Oczywiście nasze poziomy życia różniły się bardzo. W tym czasie moje posiłki były dosyć skromne, a zdarzało się, że wychodziłam do szkoły, nie jedząc śniadania. Rano wpadałam po przyjaciółkę i czekałam na nią na balkonie-galerii, przed otwartym oknem. Prawie codziennie Zośka jadła na śniadanie jajecznicę. Zapach potrawy rozchodził się po całym balkonie. Ja miałam usta pełne śliny, a żołądek przewracał mi się na drugą stronę z głodu. To była istna tortura. Do tej pory pamiętam ten zapach, chyba zostanie on ze mną na zawsze.

Głód towarzyszył mi każdego dnia. Moim podstawowym i często jedynym posiłkiem był obiad zjedzony w szkolnej stołówce. Dobrze zapamiętałam sobie te czasy.

Świat jest mały. Po latach, gdy byłam dorosła i podjęłam swoją pierwszą pracę, okazało się, że jednym z moich biurowych kolegów był ojciec mojej przyjaciółki. Zdarzyło mi się kiedyś szczerze z nim porozmawiać, a wspominając minione czasy, opowiedziałam mu o moich „gastronomicznych torturach“ zadawanych mi przez jego rodzinę bezwiednie. Bardzo był przejęty moim opowiadaniem i nie mógł sobie darować, że mimo woli byli przyczyną cierpień małego dziecka i to na domiar bliskiej przyjaciółki ich córki.
Myślę, że przysłowie – „Syty głodnego nie zrozumie”, odzwierciedla doskonale sytuację z dzieciństwa, którą dziś wspominam.
Więc chyba warto czasem rozejrzeć się wokół siebie…
Barbara