Marianna i Joanna

Z sercem do warszawskich seniorów
Pani Marianna, uczestniczka projektu „Miasto z sercem”: odkąd jestem w projekcie mam na kogo czekać, mam z kim rozmawiać. Rozmowa z Marianną Wasiak i wolontariuszką Joanną Gąsich, zaangażowaną w projekt „Miasto z sercem. Pomoc i aktywizacja seniorów”
PK: Pani Marianno, jest Pani jedną z pierwszych osób, które zgłosiły się do projektu „Miasto z Sercem. Pomoc i aktywizacja seniorów”. Dlaczego się Pani na to zdecydowała?
Marianna Wasiak: Jestem bardzo samotna. Mam 93 lata, mieszkam sama, nie mogę samodzielnie wychodzić z domu, bo zdrowie odmawia mi posłuszeństwa, a bardzo lubię towarzystwo. Gdy mam gości i mam z kim rozmawiać to zupełnie inaczej się czuję, nie jestem taka załamana, bardzo mnie takie spotkania odprężają i relaksują.
PK: To teraz zapytamy drugą stronę – co skłoniło Panią, Pani Joanno do zaangażowania się jako wolontariuszka?
JG: Jestem społecznikiem od kiedy sięgnę pamięcią. Znoszę do domu koty, latem wystawiam ptakom wodę, składam się na domki jeży. Jako nastolatka organizowałam zabawy dzieciom z biedniejszych rodzin, a po przyjeździe do Warszawy pomagałam pacjentom w szpitalu oraz pracowałam pro publico bono jako psychoterapeuta. Można by rzec, że mam „naturę pomagacza”. O tym, by wspierać seniorów pomyślałam na początku 2020. Powód? Mieszkam w kamienicy z wieloma starszymi osobami, które po wybuchu pandemii w ogromnym stopniu były zależne od pomocy innych. Na moim piętrze mieszkają wspaniali osiemdziesięciolatkowie, których codziennie odwiedzały dzieci. Ale nie każda starsza osoba jest w tak dobrej sytuacji. „Dlaczego by ich nie wesprzeć?” – pomyślałam wtedy. Jest jeszcze drugi, bardziej samolubny powód. Mianowicie, starsze osoby noszą w sobie niemal filmowe historie i nietuzinkowe opowieści. Spędzając czas w towarzystwie seniorów mogę zanurzyć się w świat, który nie jest (już) dla mnie dostępny. Czy to nie frajda?
Czy obawiała się Pani pierwszego spotkania z seniorem?
Absolutnie nie. Raczej towarzyszyła mi ciekawość. Myślę, że to też zasługa Pauliny z CAM, która przygotowała mnie do spotkania oraz co nieco o Pani Mariannie opowiedziała. No i oto mijają dwa miesiące od kiedy po raz pierwszy odwiedziłam Panią Mariannę.
Pani Marianno, a jakie są Pani odczucia? Czy jest Pani zadowolona z uczestnictwa w projekcie?
Tak, Bardzo. Mam dwie wolontariuszki – Panią Joanne, młodszą i Panią Wacławę – seniorkę, trochę młodszą ode mnie. Obydwie Panie są bardzo miłe i sympatyczne.
Czy widzi Pani zmianę w swoim życiu, odkąd bierze Pani udział w projekcie „Miasto z sercem”?
Zdecydowanie. Mam na kogo czekać, mam z kim rozmawia. Ja mieszkam sama, mam synów, którzy mnie regularnie odwiedzają, ale to nie to samo. Pani Asia wychodzi ze mną na spacery, jest bardzo pomocna i zawsze pyta czy czegoś mi nie potrzebna. Pomogła mi również dotrzeć do Centrum Aktywności Międzypokoleniowej na zajęcia z robienia palem wielkanocnych. Pani Wacława jest dla mnie jak koleżanka. Rozmawiamy, jakbyśmy się znały od dawna. Z moimi wolontariuszkami czuję się równie dobrze, jak z rodziną. Nawiązała się między nami więź.
A Pani, Pani Joanno – co daje Pani wolontariat?
Możliwość spędzania czasu z interesującą i ciepłą osobą, od której sporo się uczę. Przyjemność niespiesznych pogawędek, oraz mała namiastkę rodziny. A to nie do przecenienia.
Co powiedziałaby Pani samotnym seniorom, Pani Marianno? Czy poleciłaby im Pani ten projekt?
Jak najbardziej. Moje wolontariuszki są bardzo chętne do niesienia mi pomocy i bardzo opiekuńcze, mają podejście do seniora, nawet pani Asia, która jest młodą osobą ma bardzo dobre podejście, jest bardzo wrażliwa i cierpliwa. Dla mnie bardzo ważne jest to, że regularnie odwiedzają mnie wolontariuszki i mam na kogo czekać.
Artykuł ukazał się w miesięczniku „Pokolenia” w 2022 roku.

