Las Bielański – puszcza miejska # Pokolenia 78

„Karuzela, karuzela, na Bielanach co niedziela” – śpiewała przed laty Maria Koterbska, wabiąc mieszkańców stolicy do Lasu Bielańskiego. Mało kto wie, że to miejsce jest pozostałością po dawnej Puszczy Mazowieckiej o niezwykłej historii, ale też wielu zastosowaniach i zaskakujących transformacjach. W granice Warszawy las został włączony w 1930 roku, ale popularność zyskał już trzy wieki wcześniej.

Wątki religijne

Największym skarbem ukrytym w Lesie Bielańskim jest Kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Wspaniała rokokowa świątynia stoi na skarpie wiślanej już ponad trzysta lat i skrywa swoje architektoniczne tajemnice. Eliptyczna nawa i kunsztowne sklepienia trochę kłócą się ze sztywną regułą eremickiego zakonu kamedułów, ale dziś nie budzi to już kontrowersji.

Na wschodniej ścianie kościoła znajduje się grób Stanisława Staszica, pochowanego tutaj zgodnie z jego ostatnią wolą. Przed laty przybywały tu pielgrzymki wiernych, teraz mogiła pozostaje nieco zapomniana. W jednej z naw świątyni, za portretem Michała Korybuta Wiśniowieckiego, przechowywane są srebrna puszka z sercem króla, zmarłego w 1673 roku, oraz podobne naczynie z sercem Klary Izabeli Eugenii Genowefy de Mailly Lascaris Pac.

Z ciekawostek: pierwszy kościół i klasztor kamedułów powstał tu w 1639 roku, gdzie król Władysław IX sprowadził zakonników z Krakowa. Pozostały po nich eremy, obecnie nieco zaniedbane, ale wciąż przywołujące dawne dzieje. To stąd Onufry Zagłoba wyciągał z powrotem do wojaczki Michała Wołodyjowskiego, chroniącego się za klasztornymi murami po zawodzie miłosnym.

Na Bielany po odpust

Poniżej skarpy, na której wznosi się kościół, przed wojną cumowały statki pasażerskie przywożące z centrum Warszawy ludność złaknioną wypoczynku na łonie natury. Najwięcej ludzi przybywało tutaj na majówki, a zwłaszcza podczas odpustu organizowanego w Zielone Świątki, które stały się otwarciem sezonu tych eskapad.

Początki tej tradycji datowane są na drugą połowę XVII wieku, a w ustnym przekazie odwoływano się do postaci króla Jana Kazimierza. Odpust ściągał nie tylko zwykłych mieszkańców stolicy, lecz także koronowane głowy. Szczególnie uroczyste wydarzenia miały miejsce w 1766 roku, kiedy na Bielany przybył Stanisław August Poniatowski wraz ze swoim dworem – z tej okazji udostępniono tutejszy klasztor nawet kobietom. Nie mniej hucznie odpust celebrowano w 1821 roku, kiedy naliczono aż dwa tysiące pojazdów zdążających w kierunku Bielan. Kroniki odnotowały również pobyty króla saskiego i księcia warszawskiego Fryderyka Augusta w 1810 roku oraz cara Aleksandra I piętnaście lat później.

Czasy wojenne i ich pozostałości

Las Bielański przeżywał trudne chwile podczas II wojny światowej. Stacjonowały tutaj jednostki niemieckie polowego obozu Luftwaffe, obsługujące lotnisko znajdujące się drugiej stronie ulicy Marymonckiej. Obiekt zbudowany jeszcze przed wojną został przez Niemców rozbudowany i ulokowano tutaj bazę lotniczych eskadr atakujących front wschodni. Stąd startowały także niemieckie samoloty bombardujące stolicę podczas Powstania Warszawskiego.

Nieco zagadkowy jest Cmentarz Żołnierzy Włoskich, powstały tutaj w 1927 roku, na którym spoczywały początkowo prochy prawie dziewięciuset jeńców, wziętych do niewoli przez wojska austro-węgierskie podczas I wojny światowej, a przeniesionych tutaj z terenu całej Polski. Po kolejnej wojnie pochowano tu jednak szczątki kolejnych tysiąca pięciuset żołnierzy włoskich. Wszystkie elementy cmentarza – począwszy od nagrobków, a na elementach ogrodzenia skończywszy – sprowadzono specjalnie z Italii.

Wojskowe wątki uzupełnia pozostałość po rosyjskiej Twierdzy Warszawa. Jej zadaniem była obrona dostępu do miasta od północy, a zapewniał to ceglano-ziemny kompleks obronny, po którym nie pozostało praktycznie nic, poza głębokimi jarami i resztkami wałów. W 1914 roku Rosjanie zmodyfikowali doktrynę obronną, co skutkowało rozbrojeniem, a następnie wysadzeniem obiektu. Dziś chyba tylko nieliczni spacerowicze wiedzą, skąd wzięły się spore rowy w gęstym lesie.

Las na sportowo i rekreacyjnie

Charakter Lasu Bielańskiego zmienił się spektakularnie w 1929 roku, kiedy na jego wydzielonej części powstał Państwowy Instytut Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego (obecna Akademia Wychowania Fizycznego). Wkrótce potem kompleks leśny zaroił się od wielbicieli aktywności, szukających tutaj warunków do treningu, a imponujący na tamte lata kompleks budynków oferował zaplecze do uprawiania niemal wszystkich dyscyplin sportowych.

Charakter Lasu Bielańskiego zmienił się diametralnie w latach 50. Nieopodal rozpoczęto wtedy budowę Huty Warszawa, która w szczytowym okresie zatrudniała ponad dziesięć tysięcy pracowników. Dla nich wybudowano Osiedle Wrzeciono – ciąg smutnych bloków z mieszkaniami o legendarnie małych metrażach. Ówczesna doktryna głosiła, że w domu tylko się śpi, cały dzień wypełnia bowiem praca, obiady spożywa się w zakładowej stołówce, a odpoczywa się na łonie natury, wspólnie.

Wskutek tego w Lesie Bielańskim powstały: wielki kompleks rekreacyjny z letnim teatrem, który latem gościł czołówkę polskich artystów estradowych, obszerne „dechy”, na których organizowano potańcówki, a nawet tor motocrossowy. Po drugiej stronie ulicy Dewajtis zlokalizowano ogromnych rozmiarów Park Kultury i Wypoczynku, ściągający co niedzielę Warszawiaków żądnych relaksu na zielonej trawce. Były tu: kawiarnia w letnim pawilonie, sale dla dzieci, tory rowerowy i rikszowy, plenerowe kręgi taneczne, huśtawki, drabinki, liczne urządzenia do prezentowania tężyzny fizycznej, a nawet ziemny tor saneczkowy i niewielkich rozmiarów skocznia narciarska. Nad całością czuwały wielkie figury żyrafy i słonia.

Najnowsza historia to taras widokowy na skarpie, miejsce spotkań starszej generacji okolicznych mieszkańców. Rośnie tutaj słynny Dąb Tysiąclecia Chrztu Polski, posadzony w 1966 roku i pieczołowicie pielęgnowany przez leśników. (Nieopodal odbył się też książkowy pojedynek Stanisława Wokulskiego z baronem Krzeszowskim.) Schodząc w dół napotykamy zdrój, ozdobiony płaskorzeźbą, wzniesiony według projektu Henryka Marconiego w 1835 roku na zlecenie Instytutu Agronomicznego, zlokalizowanego na nieodległym Marymoncie. Swoją drogą, od 1836 roku był on jedyną warszawską uczelnią wyższą.

Dziś po tamtych aktywnościach nie ma już śladu. Teren systematycznie oddawano naturze, grodząc kolejne obszary i zalesiając je różnorodnym drzewostanem. Postawiono na rezerwat przyrody, który jest konsekwentnie rozwijany. Wytyczono wąskie ścieżki, wiele z nich jest niedostępnych nawet dla rowerzystów. Odżywa przyroda, wracają ptaki i drobniejsza zwierzyna. Z dawnego placu zabaw zniknęła najpierw żyrafa, a po wielu latach – słoń. Aktualnie  szumią tu drzewa i spacerują matki z wózkami.