Nie jestem magikiem – #POKOLENIA 21

Z Dorotą Grądzką, terapeutką medycyny naturalnej, właścicielką Gabinetu Terapii Naturalnych „Natura Życia”, autorką bloga o dobroczynnym działaniu ziół dla zdrowia i wolontariuszką prowadzącą zajęcia z ziołolecznictwa dla seniorów, rozmawia Marzena Michałek.

Mainstream dryfuje w stronę naturoterapii. Trochę z powodu koronawirusa, trochę, bo jest taka moda, ale głównie dlatego, że warto. To dobry kierunek?

Myślę, że jeśli chodzi o naturoterapię czy ziołolecznictwo, to nie jest to tylko aktualna moda, a już tym bardziej nie jest to wywołane pandemią. Odkąd pamiętam – ze swojego dzieciństwa, z życia otaczających mnie ludzi – to była podstawowa metoda leczenia i wspomagania zdrowia w takich dolegliwościach, jak przeziębienie, ból brzucha, głowy, schorzenia związane z sercem, krwią. Wydaje mi się, że ziołolecznictwem od zawsze interesuje się określona grupa ludzi, zmienił się jedynie sposób dotarcia z informacją o tych metodach leczenia i profilaktyki. Wiedza na ten temat stała się po prostu bardziej dostępna i więcej osób zaczyna o tym wiedzieć, a jak już wie, to postanawia spróbować.

Powiedziała pani, że fitoterapią interesuje się określona grupa ludzi. Kim oni są?

Nie jest to oczywiście typowa metryczka badań statystycznych. Z moich obserwacji wynika, że ludzi zainteresowanych ziołolecznictwem można podzielić na kilka grup. Pierwsza z nich – i, nie ukrywam, moja ulubiona – to ludzie coraz bardziej świadomi, mający coraz większy kontakt z naturą, wiedzący, jakie znaczenie ma prawidłowe odżywianie. Są to osoby zdrowe i chcące to zdrowie i dobre samopoczucie utrzymać do końca życia. To grupa ludzi aktywnie poszukujących informacji, które pragną wykorzystać dla dobra swojego i rodziny. Druga grupa to też osoby świadome, ale już z pewnymi dolegliwościami, takimi, które co prawda nie zagrażają życiu, ale są na tyle dokuczliwe, że ludzie ci szukają rozwiązań i wsparcia. A ponieważ ich świadomość jest duża, to kierują swoją uwagę w stronę ziołolecznictwa, terapii naturalnych, zdrowego odżywiania. Kolejna grupa to ludzie, którzy mają różne dolegliwości, niezagrażające życiu, ale spróbowali już wszystkich kuracji poleconych przez lekarzy różnych specjalizacji i to nie zadziałało. Są rozczarowani. I to są ludzie, którym zaczyna budzić się świadomość, że być może są inne sposoby. Kiedy do mnie trafią, robią wielkie oczy, że stosując zioła, zmieniając nawyki żywieniowe, widzą zmiany, że to pomaga i to w bardzo prosty sposób. No i jest jeszcze taka grupa ludzi, można powiedzieć, że na granicy życia i śmierci, którym w zasadzie jest wszystko jedno, bo lekarze im powiedzieli, że zostało im niewiele czasu. To osoby z wielką determinacją i, niestety, nie zawsze można im już pomóc.

Jak powiedzieć takim pacjentom, że nie może pani pomóc albo że pani działania mogą być niewystarczające na tym etapie rozwoju choroby?

Uważam, że jeśli chodzi o ratowanie życia, to wszystko, co jest nam dostępne, powinno być wykorzystane. Tym pytaniem sięgamy znacznie głębiej, bo to nie jest tylko pytanie o to, co dzieje się w naszym ciele, ale też o to, co dzieje się w naszych emocjach i w naszej duchowości. Kiedy dochodzi już do takiej sytuacji, że pojawia się choroba zagrażająca życiu, to, według mnie, jest to już tak poważny sygnał, że kieruje nasze myśli w stronę naszych bliskich, naszych decyzji. Mój stanowczy sprzeciw budzi oddanie swojego zdrowia i życia w cudze ręce. Każdy z nas ma w sobie wewnętrznego lekarza, podjął pewne decyzje, które doprowadziły do takiej choroby.  Gdy słyszę w gabinecie: „Jest pani moją ostatnią deską ratunku”, to nie ma na to mojej zgody.

 

Bo tak naprawdę ten ratunek jest w każdym z nas. Żadne leczenie, czy to medycyny akademickiej czy naturalnej, nie jest możliwe, o ile nie zaistnieje przemiana wewnętrzna w nas samych

 

 

 

 

• Czy jednak takiej osobie, często w stanie terminalnym, jest etyczne powiedzieć: „Zmień swój sposób myślenia? Zastanów się, co cię do tego doprowadziło?”. Kiedy jedynym, czego ona rozpaczliwie pragnie, jest chęć życia? Czy raczej mówi pani: „Dobrze, zrobię co będę mogła, ale musi mi pan/pani obiecać, że równolegle będzie się pan/pani leczyć alopatycznie, czyli komplementarnie”? A może: „Nie, nie mogę panu/pani pomóc, bo nie mogę wziąć za to odpowiedzialności”?

Osoby w takim stanie rzadko same trafiają do gabinetu. To są najczęściej rozmowy prowadzone przez rodzinę, telefoniczne, wizyty w domu, bo tacy ludzie wołają przede wszystkim: „Nie chcę więcej cierpieć”. W mniej skrajnych sytuacjach, kiedy możemy jeszcze coś zrobić, muszę wiedzieć, czy osoba, która do mnie przychodzi, jest gotowa zostawić wszystko to, co doprowadziło do choroby. To jest w zasadzie jedyny warunek. My, zielarze, nie mamy cudownej receptury, nie jesteśmy magikami. Potrzebna jest współpraca.

Dzisiaj moja wiedza jest niewystarczająca do pomagania ludziom terminalnie chorym. Przekazuję im kontakt do moich bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów lub moich nauczycieli. Wiem, że nadzieja umiera ostatnia, jednak unikam stwierdzeń: „Proszę się nie martwić” czy: „Wszystko będzie dobrze”.

My, zielarze, nie mamy cudownej receptury, nie jesteśmy magikami. Potrzebna jest współpraca.

 

 

 

Jak skompletować apteczkę, by było w niej jak najmniej chemii, a jednocześnie zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa?

Apteczki, które tworzę, są bez chemii. Nie jestem lekarzem, więc nie rekomenduję żadnych medykamentów. Apteczkę domową w pierwszej kolejności warto zaopatrzyć w… kuchni. Znajdziemy w niej: tymianek, macierzankę, goździki, kurkumę, cebulę, czosnek, pietruszkę, curry. Przy niewielkich infekcjach warto pomyśleć o syropie z czosnku, cebuli czy pędów sosny, zrobić mleko (prawdziwe, nie UHT!) z miodem, masłem i czosnkiem. To ostatnie bardzo nawilża, a wiele starszych osób cierpi na niezwykłą suchość, ma przesuszone skórę, włosy czy śluzówki. I taki napój możemy traktować jako kurację nawilżającą, doskonałą np. przy suchym kaszlu. Niezwykle ważną informacją diagnostyczną u seniorów są wypróżnienia. Istotne jest w takim wypadku, by mieć w domu siemię lniane, zwłaszcza w sytuacji, gdy bierzemy tabletki. Taki wieczorny kisiel z siemienia, zwłaszcza gdy przyjmujemy leki przeciwzapalne, niesteroidowe, dobrze nam zrobi. Zawsze warto mieć w domu także coś, na czym można ugotować zupę. I to wcale nie musi być mięso, bo wcale nie potrzebujemy nie wiadomo jak dużych jego ilości. Dobrze jest mieć natomiast w zanadrzu warzywa. Powinno się je jeść co najmniej dwa razy dziennie. Wiele osób pyta też, co z kawą. Są oczywiście ludzie, którym ona nie szkodzi, jednak część z nas ma po niej liczne dolegliwości. By nie rezygnować z niej całkowicie, a jednocześnie zmniejszyć jej negatywne działanie, należy kawę gotować długo, dodać kardamon, a jeśli nam ciągle zimno, to także cynamon, goździki i imbir. Osoby, które mają problem z suchością, powinny taką kawę jeszcze posłodzić miodem lub łyżeczką cukru, który nawilża.

Apteczkę domową w pierwszej kolejności warto zaopatrzyć w… kuchni. Znajdziemy w niej: tymianek, macierzankę, goździki, kurkumę, cebulę, czosnek, pietruszkę, curry.

Bańki. Stawiać czy nie stawiać? Jeśli tak, to jakie? I kto? Konsultować z lekarzem? Powinny być w każdej apteczce?

Stosować, stawiać, konsultować z lekarzem. Specjaliści sami zresztą coraz częściej zalecają korzystanie z tej dobroczynnej procedury. Istnieją oczywiście przeciwskazania, ale o tym można wszędzie przeczytać. Na swoich warsztatach uczę stawiania baniek. Profilaktycznie i w chorobie, ale nie przy wysokiej gorączce. Warto jednak wiedzieć, że bańki potrafią też – uwaga – osłabić. Trzeba o tym pamiętać!

Pandemia przestraszyła wszystkich. Seniorzy od dawna ufają ziołom. Jestem pewna, że teraz zaprzyjaźnią się z nimi jeszcze bardziej. Jakie działania odpornościowe, naturoterapeutyczne poleciłaby pani, by wzmocnić odporność?

Pierwsza rzecz to: spacery, świeże powietrze, spotkania z przyjaciółmi, chodzenie z kijkami, do kina, jazda na rowerze. Część osób, prawdopodobnie przez pandemię, popadła w depresję czy lęki. Teraz najważniejsza zasada to: nie zmuszać się do niczego. Nie masz ochoty wyjść na dwór? Usiądź na balkonie, pójdź do ogródka, zasadź roślinkę. Warunek konieczny: chęć, by to zrobić. W tej sytuacji potrzebny jest ktoś bliski, ktoś kto weźmie za rękę, pomoże, zachęci, poczyta, pójdzie na spacer, do sklepu. Ważne, by jeść ciepłe posiłki, unikać suchego i zimnego jedzenia, nie przejadać się. Spożywajmy zupy, kasze, gotowane warzywa. Należy unikać objadania się wieczorem, bo to zawsze prowadzi do zaburzeń pokarmowych i snu. Teraz trzeba wybrać jedną rzecz i zrobić z niej nawyk, a potem brać się za kolejną. Dobrze, by jak najwięcej przebywać w gronie bliskich osób, przyjaciół, grupie rówieśniczej.

Na spotkaniach, które prowadzi pani z seniorami, mówi pani często o 10 rzeczach z własnych zasobów, których warto użyć, by było nam lepiej. Jakie to rzeczy?

To bardzo indywidualne. Są seniorzy, którzy przynoszą na spotkanie ze mną torbę leków, a są tacy, którzy nie biorą nic. Pojawiają się zarówno ludzie starsi pełni życia, energii i wiary, którzy dbają o siebie, nie przejadają się, uprawiają sport, jak i tacy, którzy nie robią nic. Nigdy nie robię seniorom rewolucji w odżywianiu, czasami wręcz mówię, żeby jeść to, co smakuje, bo ważniejsze od tego, co kto je, jest to, ile je. Ważne, by spożywać to, co się lubi, na co ma się apetyt, a tego ostatniego przecież często brakuje. Czasami dobre jedzenie to ostatnia przyjemność w życiu starszej osoby. Ważne jest natomiast, by ograniczyć porcje do takich wielkości dwóch dłoni. Istotna jest także higiena snu, dobrze kłaść się ok. 22.00, ograniczając emisję niebieskiego światła. To o wiele korzystniejsze niż położenie się o 2.00 w nocy i wstanie o 10.00. Dobrze jest budzić się wraz z pianiem koguta, bo to wynika z naszego zegara biologicznego. To nieprawda, że osoby starsze nie mogą spać, czasami wynika to z niedoboru magnezu. Kapitalne znaczenie ma także uzębienie. Zanim seniorzy sięgną po leki, zioła czy suplementy, powinni też zwrócić uwagę na masowanie, oklepywanie ciała – można to zrobić samemu, z siłą, która nam odpowiada. I obmywanie się wodą, najlepiej letnią. Równie ważne jest wdrożenie kilku zmian w życiu – ćwiczenie mózgu (np. wybranie innej drogi w parku podczas spaceru) i wzroku (ja zabrałabym wszystkim starszym osobom telewizory w trosce o ich wzrok, słuch i emocje). Bardzo istotna też jest umiejętność spędzania czasu z samym sobą. Liczy się, by w ciszy umieć porozmawiać ze sobą jak z najlepszym przyjacielem. To są rzeczy niezwiązane z leczeniem, które możemy zrobić dla swojego zdrowia. Po ich wdrożeniu obserwuję, że seniorzy zyskują niezwykły spokój i radość życia, często odstawiają leki, bo nie potrzebują już ani ich, ani innych cudownych receptur.

Bardzo istotna też jest umiejętność spędzania czasu z samym sobą.

Jak wyglądała pani droga do ziołolecznictwa? Gdzie nauczyć się go na tyle, żeby umieć zaspokoić własne potrzeby?

Moja ścieżka zaczęła się bardzo wcześnie. Jako dziecko często przebywałam na wsi u mojej babci i cioci, tam dowiedziałam się, czym są zioła i że tak naprawdę mogą pomóc na wszystko. Do lekarza chodziło się bardzo rzadko. Na co dzień leczono pokrzywą, dziurawcem, czosnkiem, maliną, pędami sosny. Później, już jako dorosła osoba, jeszcze niezajmująca się ziołolecznictwem, bardzo często korzystałam z ziół, pamiętając z czasów dzieciństwa, że to potrafiło pomóc. Przeszłam oczywiście przez antybiotykoterapię. Ale kiedy zachorowałam i lekarze po ośmiu miesiącach terapii zaczęli bezradnie rozkładać ręce, zdecydowałam, że rezygnuję z leczenia akademickiego. W ten sposób trafiłam do lekarza medycyny chińskiej, który w dwa miesiące wyleczył mnie skutecznie z mojej dolegliwości. To sprawiło, że jeszcze bardziej zbliżyłam się do ziół i właśnie wtedy ktoś mnie zapytał: „A dlaczego ty właściwie nie robisz tego zawodowo?”. Tym sposobem siedem lat temu otworzyłam swój gabinet. W zasadzie cały czas się uczę, studiuję obecnie medycynę chińską w szkole TOMO u profesora Li Jie. Wiem też, że będę tę wiedzę rozwijać do końca życia. Tak, uważam, że na domowe potrzeby można nauczyć się pomagania sobie ziołami, biorąc pod uwagę dostępne materiały, również te w internecie. Z tym, że trzeba je wybierać z dużą uważnością.

Czy kierując się tylko wiedzą popularnonaukową i stosując fitoterapię, można sobie zaszkodzić?

Można. Leczenie dobieramy w zależności od tego, jaką mamy konstytucję (konstytucja według tradycyjnej medycyny chińskiej to coś, z czym się rodzimy, indywidualne warunki psychofizyczne, które pomagają lepiej dbać o swoje zdrowie; z każdym typem konstytucji wiąże się moc jednego z pięciu żywiołów – przyp. red.), jak się czujemy. Jeśli np. nasz organizm jest wyziębiony i stosujemy dużo rozgrzewających przypraw, to kiedy dojdzie do momentu, że już jest ogrzany, należy te rzeczy odstawić. Jeśli tego nie zrobimy, to może się okazać, że zaczniemy się bez powodu pocić i mieć uderzenia gorąca. Medycyna chińska dała mi m.in. umiejętność dopasowania ziół do termiki i określonej konstytucji osoby. Nią kieruję się także, dobierając zioła i receptury do terapii. Zioła mają bowiem ogromną moc, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę. Są takie, które mogą znosić albo wzmacniać działanie leków, które potrafią nadmiarowo rozrzedzić krew czy spowodować większy jej zastój, które bardzo wyziębiają i wychładzają, powodując np. dolegliwości stawowe. Przestrzegam zatem przed dobieraniem leków na różnych forach, nawet jeśli komuś pomogły, to nie znaczy, że pomogą nam – mogą wręcz zaszkodzić. Warto zatem wszystko konsultować z fitoterapeutą, naturoterapeutą, lekarzem medycyny chińskiej czy ajurwedyjskiej. Przestrzegam też: często ludzie dzielą się wiedzą na temat działania pojedynczych ziół, natomiast na konkretne dolegliwości pomagają mieszanki i tu już trzeba dobrze wiedzieć, jak taką recepturę przyrządzić.

Piękne i pożyteczne. Oprócz ziołowych herbatek można z ziół zmajstrować przepyszne, ale i zdrowe nalewki. Poleca pani którąś z letnich owoców?

Malinową, dereniową, z głogu, wiśni, orzechów, aronii. Aronia jest bardzo cenna dla seniorów, bo zawiera polifenole i resweratrol niezbędny dla układu krążenia i serca – można z niej zrobić nie tylko nalewkę, lecz także wino, bo nie każdy ma wystarczająco dobrą wątrobę, która zneutralizuje zbyt wysokie stężenie alkoholu. To może, zwłaszcza panów, zachęcić do zainteresowania się ziołami. (śmiech).

W diagnostyce medycyny chińskiej pytanie o emocje jest pytaniem kluczowym.

Promuje pani holistyczne podejście do zdrowia i choroby. Co jest w tej kwestii najważniejsze?

Ludzie się czasami dziwią, gdy w trakcie wywiadu zadaję pytanie: „Czy jest pan/pani szczęśliwy/szczęśliwa?”. W diagnostyce medycyny chińskiej pytanie o emocje jest kluczowe. Pytam o: stany lękowe, smutek, płaczliwość, melancholię, nadmiarową radość, ilość pracy, stres, tłumienie emocji, a idąc dalej: także o epizody depresyjne i leczenie psychiatryczne. Te wywiady bywają dosyć głębokie, w zależności oczywiście od tego, z czym człowiek przychodzi. Czasami okazuje się, że już samo zadanie pytania dotyczącego spełnienia, zadowolenia z życia powoduje strumienie łez w gabinecie i widać, na czym przede wszystkim trzeba się skupić, co nie znaczy, że nie można tego wesprzeć ziołami czy dietą. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale np. stan naszych jelit może prowadzić do depresji, pojawiającego się smutku, lęków czy ataków paniki. Ludzie są często bardzo zaskoczeni tym, że to, co dzieje się w ciele, tak bardzo związane jest z emocjami i tym, co przeżywają. Czasami, widząc u moich pacjentów pewne dolegliwości, np. związane z sercem, kieruje ich do lekarza po to, by zrobili pełną diagnostykę, wzięli leki, do której ja dodaję preparaty wspierające. Przepisując daną recepturę, mówię, by skonsultować to z lekarzem prowadzącym, bo to mit, że straszymy lekarzami akademickimi naszych pacjentów. Tak naprawdę mocno z nimi współpracujemy.

To mit, że straszymy lekarzami akademickimi naszych pacjentów.

Na koniec, ponieważ wiedza na ten temat jest wciąż bardzo mała, prosimy o krótką charakterystykę ziół oraz informację, czym różnią się od siebie: odwar, napar, macerat, emulsja, ocet leczniczy, zawiesina.

Odwar – to wyciąg wodny otrzymywany poprzez gotowanie ziół zalanych wodą. W ten  sposób przygotowuje się najczęściej wyciągi wodne z korzeni, kłączy, kory, gałązek.

Nie należy tak przyrządzać ziół aromatycznych, które zawierają olejki eteryczne, bo odparują. W tym przypadku wykonuje się napar.

Napar – sporządzany z ziół, z których związki czynne łatwo przechodzą do wody. Tu wykorzystuje się płatki kwiatów, liście, ziele, drobne nasiona. Zrobienie naparu polega na zalaniu ziół wrzącą wodą.

Macerat – to olej roślinny z wyciągami z ziół (kwiatów, pąków). Taki olej zawiera rozpuszczalne w tłuszczach substancje aktywne z danej rośliny. To również wodny wyciąg  z surowców roślinnych zawierających składniki lecznicze.

               Emulsja – składa się z co najmniej dwóch niemieszających się ze sobą na stałe faz ciekłych: wodnej i olejowej. W celu ich stałego połączenia stosuje się emulgator.