Partytury są im obce, ale śpiewają jak z nut #Pokolenia 76

Cała Praga Śpiewa, to zespół, który z czułością i dumą przywraca do życia melodie starej Pragi, zabiera słuchaczy w podróż do świata gwarnej ulicy, trzepaków, rzemieślniczych zakładów i sąsiedzkiej serdeczności. Na podwórka, gdzie bruk pamięta jeszcze stukot końskich kopyt, a w bramach wciąż pobrzmiewa echo dawnych przyśpiewek. To nie tylko muzyka. To pulsujące serce prawobrzeżnej Warszawy, które do dziś nie przestaje bić w rytm przedwojennych szlagierów i podwórkowych ballad.

Zespół Cała Praga Śpiewa powstał 15 lat temu dzięki inicjatywie Magdy Latuch ze Stowarzyszenia Barwy Kultury. Tworzą go artyści z warszawskiej Pragi i innych dzielnic. Od samego początku towarzyszą im muzycy z kapeli CzessBand.

Z pasji do śpiewania

Zespół powstał z pasji do śpiewania i z miłości do warszawskiej Pragi. Liczy ok. 20 osób. Tworzą go śpiewacy w starszym wieku, mający ogromną energię i wyjątkowy talent wokalny. Chętnie występują na licznych koncertach, potańcówkach międzypokoleniowych (plenerowych i w lokalach), imprezach organizowanych przez władze warszawskich dzielnic, w placówkach kulturalnych i na praskich podwórkach oraz przy wielu innych okazjach. Śpiewają też poza Warszawą.

Każdego roku dajemy ponad 20 koncertów, na koncie mamy już 214 występów – informują z dumą panie z zespołu.

Gdzie tylko ci dziarscy artyści się pojawią, wszędzie budzą podziw i aplauz, a swym entuzjazmem i radosnym śpiewem zarażają innych, także młodzież z najmodniejszych warszawskich klubów. Popularności mógłby im pozazdrościć niejeden wykonawca estradowy. Dość powiedzieć, że kalendarz zespołu wypełniony jest koncertami na kilka miesięcy do przodu. „Tam w Warszawie pod »Bałtykiem« w towarzystwie pięknych dam, tam harmonia zaiwania naszą polkę ram-ciam-ciam. Um-tarira, um-tarira, um-tarira ram-ciam-ciam, tam harmonia zaiwania naszą polkę ram-ciam-ciam” – to fragment jednej z piosenek wykonywanych przez zespół Cała Praga Śpiewa. Podobnych artyści wykonują wiele. Wprawdzie w swoim repertuarze odwołują się głównie do folkloru miejskiego, szczególnie tego charakterystycznego dla warszawskiej Pragi, okolic bazaru Różyckiego, ale na swojej liście mają też cały przekrój pieśni patriotycznych, ludowych czy kolęd. To ok. 250 tytułów. Większość z nich pochodzi z lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Wiele z nich skomponowali znani twórcy – Henryk Wars, Artur Gold, Fanny Gordon, Władysław Daniłowski czy Zygmunt Białostocki.

Zespół nagrał dwie płyty, zgromadził już też materiał na trzecią. Na swoim koncie ma również uczestnictwo w programach telewizyjnych Must be the music oraz Mam talent!. W pierwszym doszedł do finału, w drugim – do półfinału.

Członkowie zespołu, choć mają razem ponad 1800 lat, mówią o sobie „młodzi inaczej” i pokazują, że można spędzać czas pożytecznie, aktywnie, twórczo i radośnie.

Śpiewają jak z nut

Większość członków zespołu śpiewa ze słuchu.

Od razu tak piękne nie śpiewaliśmy, a przynajmniej nie wszyscy – zdradza Bogdan, który w zespole jest od początku jego istnienia. – Tylko ci, którzy wcześniej należeli do jakichś grup muzycznych, potrafili śpiewać, pozostali musieli uczyć się wszystkiego od podstaw: słuchania muzyki, współpracy z muzykami, emisji głosu i technik wokalnych, stylów śpiewu itp. By dojść do takiej formy, jaką mamy, i aby efekt był taki, jaki jest, musieliśmy dużo i regularnie ćwiczyć dodaje.

Elżbieta śpiewa, odkąd tylko pamięta. W zespole jest od początku jego istnienia.  Ma w nim swoje dwie solówki – to piękna rumba Mexiana oraz stary walc Kochany mój. Obie piosenki są żelaznymi punktami programu prawie każdego koncertu.

Na występy nie mamy specjalnych strojów, śpiewamy w prywatnych ubraniach. Obowiązują nas jedynie duże słomkowe kapelusze. Przystrajamy je kwiatami, żeby ładniej wyglądały – opowiada Elżbieta. A słyszący to Bogdan z szarmanckim, nieco zalotnym, uśmiechem komplementuje: – Nasze panie nie muszą nawet kwiatów przypinać – jak są w tych kapeluszach i pomalują usta na czerwono, to same wyglądają jak piękne kolorowe kwiatuszki.

Zofia też śpiewa od dawna, wcześniej występowała w różnych zespołach działających przy domach kultury. W tym jest od ośmiu lat. – Śpiew to moja pasja, całe może życie. Cieszę się, że mogę się tu realizować – mówi. Jak twierdzi, panuje tu serdeczna atmosfera, wszyscy się lubią i, jak zajdzie potrzeba, wspierają. To nie tyko śpiewający zespół, to grupa przyjaciół.

Jest też inna Zofia. Mimo że ma już 85 lat, występuje jako solistka i śpiewa jeden z najbardziej energetycznych utworów Lat młodości jest tak mało. – Słowa tej piosenki są trochą sprośne, np. „Gdyby młodość mi wróciła, rozum został ten, co mam, już bym nic nie przegapiła” czy „Używaj dziewczyno, póki żeś młoda, ja nie używałam, teraz mi szkoda…”, więc czasem zastanawiam się, czy takiej starej kobiecie, jak ja, wypada jeszcze takie teksty śpiewać. Ale kiedy widzę, jak ludzie na tę piosenkę reagują, a po koncertach podchodzą, gratulują, chwalą, to te wątpliwości ustępują – zwierza się.

Solistą jest też 79-letni Czesław. Do zespołu dołączył stosunkowo niedawno, kilka lata temu. – Wcześniej śpiewałem w innych zespołach, ale ten od jakiegoś czasu obserwowałem. Wyszło, że to sympatyczni ludzie, repertuar przypadł mi do gustu. No i jestem tutaj – opowiada swoją historię. Najbardziej lubi śpiewać spokojne, nostalgiczne piosenki, ale jeśli trzeba, to wykonuje też inne.

Śpiewają, aż ściany drżą

Na stołach w lokalu przy pl. Hallera, z którego korzysta zespół, pojawiają się pękate skoroszyty. Każdy z nich pełen tekstów znanych piosenek. To znak, że za moment rozpocznie się próba. Uczestnicy podchodzą do niej z wielką powagą, cichną więc rozmowy. Na akordeonie przygrywa młody mężczyzna – to Robert, trener zespołu. Tym razem przygotowują się do występu, który ma się odbyć w praskim Pałacyku Konopackiego.

– „Panna Andzia” – rzuca hasło Robert. Wszyscy wiedzą, o co chodzi, więc gdy akordeon zaczyna grać, oni śpiewają dziarsko: ,,Proszę państwa, raz na tydzień święto bywa, panna Andzia jest szczęśliwa, już od rana się pudruje i się krząta, już nie sprząta dziś. Dziś panna Andzia ma wychodne, dzisiaj sama wielka dama, dziś ma jak pani piórko modne, bo dziś na Chłodnej wielki bal…”. Nie mają mikrofonów ani nagłośnienia, ale śpiewają z taką werwą, tak energicznie i głośno, że odnosi się wrażenie, że mury kamienicy zaczynają drżeć. Aż trudno uwierzyć, że te dźwięki wydają z siebie seniorzy.

Teraz Czesław – mówi Robert i ta informacja też wszystkim wystarcza. Jeden z mężczyzn wychodzi na środek pomieszczenia i solo śpiewa Chłopcy z naszej ulicy. Panie z zespołu wspierają go chórem.

Trzeciej piosenki Robert nawet nie zapowiada. Zaczyna jedynie grać na akordeonie, a w pomieszczeniu rozlega się donośny głos Elżbiety: „W Meksyku, Meksyku ten zwyczaj od czasów zamierzchłych już trwa, że zawsze przy pełni księżyca miłosną melodię ktoś gra. Mexicana, Mexicana…” – to jej numer solowy. Pozostali członkowie zespołu wtórują jej tylko podczas refrenu.

Gdy Robert zapowiada kolejny tytuł, wszyscy jeszcze bardziej się ożywiają. To ulubiona przez nich, niezwykle energiczna Polka ram-ciam-ciam. Każdy dobrze zna słowa: „Mańka z boku, Mańka w tłoku, Mańkę ciągną tu i tam…”. Dziarskim śpiewom towarzyszą przytupy i charakterystyczne okrzyki zachęcające do wspólnej zabawy.

Kolejną piosenkę wykonuje Zofia. Jej donośny głos słychać chyba na zewnątrz lokalu, bo widać, że niektórzy przechodnie wyraźnie zwalniają lub zatrzymują się i zaglądają przez okno. To wspominana przez nią wcześniej piosenka Lat młodości jest tak mało.

Później nastrój nieco się zmienia, staje się bardziej sentymentalny. To dzięki walczykowi, który śpiewa Elżbieta: „Kochany mój, dla nas księżyc i gwiazd rój, i zieleń z wszystkich stron, dla nas lśniąca tafla wód i jej niebieska toń…”. Potem na środku sali znów pojawia się Czesław. Tym razem z właściwym sobie dostojeństwem i powagą wykonuje utwór Skóra z repertuaru zespołu Aya RL. Na koniec śpiewają jeszcze piosenkę Takie coś – po niej Robert ogłasza krótką przerwę.

Maestro Robert – człowiek, którego ludzie kochają

Robert jest młodym mężczyzną, ale ze znacznym dorobkiem muzycznym. Miał swój udział, wraz z kapelą CzessBand, w tworzeniu zespołu Cała Praga Śpiewa w 2011 r. Od tamtej pory jest muzycznym instruktorem: uczy śpiewać, akompaniuje zespołowi na akordeonie podczas prób i występów. Mimo znacznej różnicy wieku bardzo sobie ceni pracę z dojrzałymi artystami. – To ludzie obowiązkowi, zdyscyplinowani, punktualni, słowni, odpowiedzialni i niezwykle kontaktowi. A przy tym bardzo pracowici, można powiedzieć, że chce im się chcieć – komplementuje grupę instruktor. Na pytanie, dlaczego w zespole są wyłącznie seniorzy i czy młodzi nie byli zainteresowani tego typu muzyką, odpowiada, że z założenia ta kapela właśnie taka miała być. Choć przyznaje, że rodzi to pewne komplikacje. – To starsi ludzie, więc prawie w każdym roku ktoś odchodzi, bywały lata, że mieliśmy nawet dwa, trzy pogrzeby. Na miejsce takich osób trzeba szukać innych. Nabór do zespołu trwa więc nieustannie. Nie robimy tego jednak na siłę. Zainteresowani mogą do nas przyjść, poobserwować, jak się sobie spodobamy i z obu stron będzie przysłowiowa chemia, mogą z nami zostać – wyjaśnia Robert.

Wielki szacunek Roberta do artystów z zespołu jest w pełni przez nich odwzajemniony. Nikt nie powie tu o nim złego słowa, a wręcz przeciwnie. Podziwiają nie tylko jego talent muzyczny, mistrzowską grę na akordeonie, lecz także umiejętność współpracy z osobami starszymi nawet o dwie czy trzy dekady, jego cierpliwość, wyrozumiałość, troskliwość. Uważają go za dobrego organizatora i osobę, której w zespół w dużej mierze zawdzięcza swoje osiągnięcia.

Jesteśmy z tamtej strony Wisły

Zespół Cała Praga Śpiewa ma swój hymn. Jest nim szlagier praskich ulic i podwórek Jesteśmy z tamtej strony Wisły, często wykonywany też przez Kapelę Czerniakowską i Staśka Wielanka, znanych z obszaru folkloru miejskiego. Zespół śpiewa go na zakończenie każdego publicznego występu.

„Jesteśmy z tamtej strony Wisły, z naprzeciwka.

Mamy swój fason i swój własny szyk.

Gdy nam na wódkę brak, lubimy popić piwka,

w tem nie dorówna nam warszawski żaden łyk.

Rzuć bracie blagę i chodź na Pragę,

weź grubę lagę, melonik tyż.

Zobaczysz w trawie dziewczynki nagie,

każda na wagę ma to, co wisz.

Byle łamagę i babę-jagę

u nas się bierze pod żeberko i za kark.

Więc ponieś flagę, weź na odwagę

i chodź na Pragę pod lunapark”.

To piosenka warszawskiej ulicy. – Widać, że ludzie ją lubią, że wiele osób ją zna. Gdy zaczynamy śpiewać, włączają się i dobrze się przy niej bawią – mówią członkowie zespołu. I trudno się dziwić, bo słysząc ten utwór w ich w wykonaniu, usta same składają się do śpiewu, a nogi rwą do tańca.