Z grecką duszą, ale polskim sercem / Rozmowa o emocjach, wspomnieniach i o tym, co w życiu ważne #Pokolenia 77

Eleni od lat jest jedną z najbardziej charakterystycznych i lubianych postaci polskiej sceny muzycznej. Choć wychowała się na styku dwóch kultur, to właśnie w Polsce zdobyła ogromną popularność i serca kilku pokoleń. Jak patrzy dziś na swoją drogę, tożsamość i muzykę, która towarzyszy jej całe życie? O tym – szczerze i z refleksją – opowiada w wywiadzie, który przeprowadziła z nią Halina Molka.

Kim czuje się pani bardziej – Greczynką czy Polką?

Mam greckie korzenie. Moi rodzice byli greckimi emigrantami, przyjechali do Polski w latach pięćdziesiątych, gdy w Grecji toczyła się wojna domowa i wiele rodzin zostało zmuszonych do opuszczenia swojego kraju. Ja urodziłam się już w Polsce. Tutaj chodziłam do szkoły, tu mam przyjaciół i tutaj ułożyłam sobie życie. Jednak w naszym domu zawsze była obecna Grecja – jej tradycje, język i pamięć o ojczyźnie. Ta tęsknota spowodowała, że po latach moi rodzice i rodzeństwo wrócili do Grecji. Ja zdecydowałam się zostać w Polsce. Dziś funkcjonuję więc pomiędzy dwoma krajami i dwiema kulturami. Grecja jest mi bardzo bliska, a Polska to miejsce, które wybrałam na swoje życie.

A czy to życie na styku tych dwóch kultur jest dla pani źródłem siły, czy bywa też ciężarem?

Ciężarem…? Nie. To zdecydowanie źródło siły i ogromnej inspiracji, także muzycznej. Już moją pierwszą płytę analogową nagrałam w dwóch językach – po grecku i po polsku. Inne moje piosenki, choć śpiewane po polsku, często mają teledyski w obu wersjach językowych. Dorastanie między dwiema kulturami nauczyło mnie otwartości i szacunku do ludzi. Nigdy nie czułam się rozdarta. Przeciwnie – czuję się bogatsza.

Chciałabym przejść na chwilę do osobistych wspomnień. Co najbardziej przypomina pani dzieciństwo – zapach, dźwięk czy smak?

Dla mnie to przede wszystkim zapach domowej kuchni – oliwy i świeżego chleba. To też dźwięki greckiej muzyki, która zawsze towarzyszyła nam w domu. Te rzeczy wracają do mnie bardzo wyraźnie i mocno. Wciąż pamiętam też z dzieciństwa rodziców, braci i siostry oraz babcię, która opiekowała się nami, gdy rodzice byli w pracy. Najbardziej utkwiło mi w pamięci jedno wspomnienie: siedzę u babci na kolanach, jako najmłodsza z rodzeństwa, a ona opowiada nam bajki. Słuchamy ich w skupieniu – zawsze kończyły się morałem, że dobro zwycięża. Te wspomnienia nie są tylko obrazami z przeszłości – wracają do mnie żywo, zwłaszcza kiedy spotykam się z rodziną w Grecji.

To proszę powiedzieć, jak wyglądają te pani spotkania z rodziną w Grecji?

Grecy są bardzo rodzinni, więc nasze spotkania są ciepłe i pełne radości. Dużo rozmów, wspomnień, śmiechu i śpiewu. Do Polski wracam pełna dobrych emocji i pozytywnej energii.

Tu jest pani ikoną. A jak postrzegają panią w Grecji – jako swoją czy raczej jako artystkę z Polski? Co w pani muzyce uważa pani za najbardziej greckie, a co za najbardziej polskie?

W Polsce rzeczywiście czuję się bardzo doceniana i tu publiczność zna mnie najlepiej. W Grecji jest inaczej – tam jestem raczej znana jako artystka, która działa w Polsce. Nie weszłam na tamten rynek muzyczny. W mojej muzyce greckie jest brzmienie – obecność buzuki, melodyjność, ozdobniki w śpiewie. Najbardziej polskie są teksty: sposób opowiadania o uczuciach, codzienności i refleksji. Polska daje mi słowa, Grecja – muzyczną duszę.

Czy historie ludzi, których spotyka pani na koncertach, wpływają na interpretację pani piosenek?

Tak, zdarzało się to wiele razy. Ludzie po koncertach często podchodzą i opowiadają swoje historie – o miłości, stracie, nadziei. Kiedy słyszę, że jakaś piosenka towarzyszyła im w trudnym momencie, zaczynam śpiewać ją inaczej, z większą uważnością. Są utwory, które z biegiem lat nabrały dla mnie nowego znaczenia, nie dlatego że się zmieniły, ale dlatego, że zmieniłam się ja i poznałam historie ludzi, dla których te piosenki stały się ważne. Dzięki temu każda kolejna interpretacja jest nieco inna i bardziej osobista.

Co musi mieć utwór, aby chciała pani go zaśpiewać? Zdarzyło się pani nagrać piosenkę wbrew sobie?

Utwór musi nieść emocje i prawdę. Jeśli czuję, że piosenka ma przesłanie i może kogoś poruszyć, wiem, że jest moja. Stawiam na te, które coś znaczą, a nie tylko ładnie brzmią. Przez lata zawsze wybierałam utwory, które są mi bliskie i które mogę śpiewać szczerze. Nigdy nie chciałam podążać za modą czy nagrywać czegoś tylko dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekiwał – to nie byłoby moje. Ale kiedyś nagrałam piosenkę, która nie do końca odpowiadała temu, co czuję i jak chcę tworzyć…

A jak przebiega taki proces wyboru piosenek?

Słucham melodii i tekstu, nucę je sobie i wtedy widzę, czy to jest to. Jeśli piosenka mnie nie zachwyca, nawet jeśli komuś innemu się podoba, potrafię ją odrzucić. Dla mnie najważniejsze jest, żeby to, co śpiewam, było szczere i płynęło z serca, bo wtedy łatwiej trafia do ludzi.

Czy ma pani wpływ na aranżację, styl i klimat piosenki?

Tak, bardzo duży. Pracujemy zespołowo, ale zawsze mówię, co czuję i czego potrzebuję. Zależy mi, żeby piosenka była zgodna z moim sercem, a nie tylko technicznie poprawna.

O czym myśli pani, gdy śpiewa przed publicznością?

Często wracam myślami do ważnych momentów życia, bliskich osób i przeżyć, które mnie ukształtowały. Śpiewanie to dla mnie dzielenie się częścią siebie. Na koncertach, szczególnie tych kameralnych, czuję prawdziwą więź z publicznością. To są chwile, które zostają z człowiekiem na całe życie.

 

Co pani muzyka mówi o pani samej – jako kobiecie, artystce, człowieku?

Moja muzyka wiele mówi o tym, kim jestem nie tylko na scenie, lecz także w życiu. Zawsze śpiewam o tym, co dla mnie najważniejsze: miłości, nadziei, dobroci, rodzinie i ludzkich przeżyciach. To wartości, które noszę w sercu od zawsze. W moich piosenkach można usłyszeć zarówno radość życia, jak i momenty zadumy. To również historia moich greckich korzeni – w muzyce pojawiają się wpływy, które są częścią mojej tożsamości. Połączenie greckiej duszy i polskiego serca nadaje mojej twórczości charakter i wyjątkowy klimat.

Jak wygląda pani typowy dzień, kiedy nie ma pani koncertu ani pracy w studiu?

Moje dni są wtedy spokojne i zwyczajne. Po trasie wracam do domu i zajmuję się codziennymi sprawami – sprzątam, piorę, robię zakupy i ogarniam wszystko tak, żeby było po prostu dobrze. Latem i wiosną spędzam sporo czasu w ogrodzie, podlewam rośliny, dbam o nie i lubię usiąść tam z kawą i książką. Kontakt z naturą daje mi spokój i pomaga się wyciszyć po intensywności koncertów. Lubię wracać do domu – jest dla mnie bezpiecznym miejscem, azylem, gdzie mogę odpocząć. Jako osoba wierząca czasem chodzę do kościoła, bo zapewnia mi to dodatkowy spokój i pozwala uporządkować myśli, zanim znów wyruszę w trasę albo spotkam się z publicznością. Życie codzienne, kontakt z naturą i chwile refleksji dają mi równowagę obok muzyki i tego, co dzieje się na scenie.

Czy wizerunek łagodnej Eleni oddaje całą pani osobowość?

Jeśli ludzie widzą we mnie łagodność, to dobrze, bo rzeczywiście jestem osobą wrażliwą. Ale to tylko jedna strona mnie – potrafię też być zdecydowana i świadoma swoich wyborów.

Czego nauczyła panią scena?

Scena nauczyła mnie przede wszystkim pokory. Praca z publicznością to dla mnie coś więcej niż występy – to spotkania z ludźmi, którzy przychodzą, aby się wzruszyć, pobawić albo poczuć, że nie są sami. Dzięki temu nauczyłam się patrzeć na innych z większym zrozumieniem i szacunkiem, bo każdy niesie swój własny bagaż doświadczeń, a ja mam szczęście, że mogę spotykać się z tymi emocjami i przeżywać je razem z widownią. Dla mnie ten zawód to posługa, a nie gwiazdorstwo. Zawsze staram się być sobą, robić wszystko najlepiej, jak potrafię, i dawać ludziom to, co mam w sobie najlepsze. Nawet po koncertach lubię się zatrzymać, porozmawiać z kimś, uśmiechnąć się i podziękować – to jest prawdziwa część sceny. Nauczyłam się też, że choć czasem jest głośny aplauz, a innym razem cisza, najważniejsze jest pozostać sobą i wykonywać swoją pracę z sercem. Takie podejście daje mi siłę i równowagę zarówno na scenie, jak i poza nią.

Trudne momenty w życiu – jak pani sobie z nimi radzi?

Najtrudniejszym momentem w moim życiu była strata mojej ukochanej i jedynej córki Afrodyty. Wtedy cały mój świat legł w gruzach. To zmieniło mnie na zawsze. Musiałam uczyć się żyć od nowa, dzień po dniu. Wymagało to ogromnej siły. Przebaczenie było jednym z najtrudniejszych, ale i najważniejszych kroków, jakie musiałam wykonać. To pozwoliło mi pójść dalej.

Często pani płacze?

Tak, ale dziś częściej ze wzruszenia i wdzięczności. Wzruszają mnie ludzkie gesty, dobro i chwile, gdy publiczność śpiewa razem ze mną. To są takie momenty, kiedy łzy same płyną mi do oczu.

 

Jest pani szczęśliwa?

Tak, choć po bolesnym doświadczeniu z córką szczęście jest dziś inne niż kiedyś – bardziej spokojne, dojrzałe. Wiem, co naprawdę się w życiu liczy – miłość, bliskość i wdzięczność za każdy dzień.

 

Co potrafi panią rozśmieszyć?

Często drobne codzienne sytuacje, czasem własna roztargniona natura. Nauczyłam się śmiać z siebie

Które swoje decyzje uważa pani za odważne, a które za zbyt zachowawcze?

Najodważniejsza była w karierze decyzja, żeby iść własną drogą i pozostać sobą – nawet gdy mody się zmieniały, a świat show-biznesu gnał w innym kierunku. Stawiałam na melodyjność, prawdziwe emocje i wartości, które są mi bliskie, zamiast iść na skróty czy szukać tanich hitów. To było odważne, bo nie zawsze łatwo pozostać wiernym sobie. Jeśli chodzi o coś zbyt zachowawczego, czasami mogłam być bardziej otwarta na nowe współprace czy eksperymenty. Z jednej strony trzymałam się swojego stylu, z drugiej – może warto było spróbować czegoś zupełnie nowego, choć ryzykownego.

Jaką radę dałaby pani młodym artystom dorastającym na styku dwóch kultur?

Bądźcie sobą. Nie udawajcie nikogo innego. To, skąd pochodzicie, jest waszą siłą. Jeśli połączycie swoje doświadczenia w szczerej opowieści, ludzie to usłyszą i docenią.

Patrząc na lata pracy, koncertów i spotkań z publicznością – co daje pani największą radość i siłę do dalszej twórczości?

Największą radość i siłę dają mi ludzie – publiczność, fani i osoby przychodzące na koncerty, śpiewające ze mną moje piosenki i dzielące te chwile. Ich uśmiechy, oklaski, ciepło i wierność od pięćdziesięciu lat są dla nie źródłem ogromnej energii i sprawiają, że muzyka ma sens, że chcę dalej śpiewać i tworzyć. Pragnę z całego serca im za to wszystko podziękować. Dziękuję też tym, którzy wspierali mnie w trudnych chwilach – przyjaciołom, współpracownikom i wszystkim, którzy pomagali mi w sprawach prywatnych i zawodowych. Dzięki nim mam siłę iść dalej, wierzę w dobro i dzielę się muzyką z ludźmi. Z całego serca dziękuję i ściskam ich wszystkich – jesteście moją największą inspiracją!

 

Bardzo dziękuję za rozmowę, otwartość i zaufanie. To był dla mnie zaszczyt.