Przejdź do treści
  • październik 2020
    PonWtoŚroCzwPiąSobNie
    282930123456789101112131415161718192021222324252627282930311

Szukaj wydarzeń w CAM

Termin

Kategorie wydarzeń

Znaleziono
Szynka na drewnianej desce.
gimnastyka
Rozrywka

Smaki dzieciństwa

03

wrz

czwartek, godz. 10:00 - 11:00

Warszawa,

Centrum Aktywności Międzypokoleniowej

OrganizatorStrona organizatoraZnajdź go na:
CAM Nowolipiewww.cam.waw.plStrona organizatora w serwisie FacebookStrona organizatora w serwisie Instagram

SZYNECZKA I CIASTECZKO

Dzisiaj, być może z powodu kiepskiej pogody i szarości za oknem, ten odcinek „Smaków dzieciństwa” powinien szczególnie mocno otulić nas ciepłem i radością dziecięcych dni. Dlatego na dziś proponujemy opowieść Pani Basi, dotyczącą powstawania potraw o charakterze raczej świątecznym – szynki i ciasta😊. A jakie specjały i okoliczności ich powstawania wywołują nostalgiczny uśmiech na waszych twarzach? Może ktoś podzieli się swoją historią w komentarzu?

A oto opowieść Pani Barbary:

„Smak niektórych potraw zapamiętałam chyba na zawsze.

Czasem na święta, szczególnie na Boże Narodzenie, Babcia zdobywała się na kupno olbrzymiej szynki z kością. Gotowała ją bardzo długo na malutkim gazie. Tego smaku nie da się zapomnieć. Był jedyny w swoim rodzaju, nigdy później nie jadłam takiej smacznej wędliny. Oczywiście, wcześniej szynka była przez dłuższy czas marynowana w jakichś nieznanych mi przyprawach – niestety do dziś są one dla mnie „wiedzą tajemną”, dlatego nie jestem w stanie odtworzyć oryginału. Ale główna tajemnica tkwiła w sposobie gotowania szynki.

Gotowana szybko byłaby sucha, lecz otoczona babciną cierpliwością… była mięciutka pachnąca i soczysta.

Natomiast całkiem inną historię stanowiło zacięcie Babci do pieczenia ciast. To dopiero było! 😊

Ambicja Babci odżywała przeważnie przed świętami. Na każde święta starała się upiec jakieś ciasto. Nie siliła się na wymyślne wypieki. Jej ambicja zmierzała do upieczenia dobrego ciasta drożdżowego.

Składniki zawsze były doskonałe: masło, jaja, cukier, mąka, drożdże – wszystko „pierwyj sort”! Ale… Babcia zawsze dawała czegoś za dużo lub za mało.

Nie mogła trafić we właściwe proporcje. I zawsze bardzo przeżywała swoje cukiernicze porażki. Mimo to, niezrażona, ponawiała próby, a później głęboko chowała przede mną swoje zakalce, bo wstydziła się swych porażek.

Stanowczo, w tym przypadku była zupełnym beztalenciem. Dlatego nigdy nie jadałam ciasta ani ciastek Babci. Te specjały były dla mnie terra incognita😊. Nauczyłam się piec i poznałam smak wypieków, dopiero kiedy przyszła na świat moja córka. Miałam wtedy 26 lat – trochę późno, ale lepiej późno niż wcale.

Zaczęłam od pieczenia sernika. Wychodził zawsze przyzwoicie. Jednak nikt z domowników nie chciał jakoś jeść moich wypieków… Mąż nie lubił ciasta, a córka też za nim nie przepadała. Musiałam sama je zjadać. Pamiętam też doskonałe rogaliki z marmoladą, które upiekłam według przepisu z ,,Kuchni Polskiej”. Ogólnie jednak gotowanie i pieczenie nie bardzo mnie absorbowało. Były chwile jakiegoś większego zapału, który mi szybko przechodził i tak jest do dzisiaj. Może piekę częściej, ale nie za często.”

Barbara